Minęło dziesięć długich lat, odkąd życie Alana zmieniło się na zawsze w ciągu jednego dnia.
Narodziny jego trzech zdrowych córek, Chloe, Linzie i Ivy, miały być najszczęśliwszym momentem jego życia, jednak jego żona, Cleo, niespodziewanie zmarła podczas porodu.
Radość i niewyobrażalny ból spadły na niego jednocześnie, dlatego przez kolejne lata musiał samotnie wychowywać swoje córki, podczas gdy każdy kolejny etap ich dorastania, każde urodziny i każdy drobny sukces przypominały mu,
że Cleo również powinna była uczestniczyć w tych bezcennych chwilach.
Wieczorem, w dniu dziesiątych urodzin dziewczynek, kiedy wszyscy goście już wrócili do domów, a w ogrodzie wciąż widoczne były kolorowe ślady zakończonego przyjęcia, Alan zauważył na werandzie niewielkie pudełko wykonane z drewna klonowego.
Początkowo uznał je za zapomniany prezent, jednak gdy dostrzegł przymocowaną do niego małą karteczkę, natychmiast zamarł. Od razu rozpoznał charakter pisma, ponieważ należał do Cleo.
W środku znajdowały się trzy starannie zapieczętowane listy, każdy zaadresowany do jednej z córek, a obok nich leżał stary, zniszczony zielony notes.
Na pierwszej stronie notesu widniało tylko jedno krótkie zdanie, które sugerowało, że ktoś przez wiele lat wiernie wypełniał ostatnią prośbę Cleo. W tej chwili Alan zaczął podejrzewać, że miłość jego żony tak naprawdę nigdy nie zniknęła z życia ich rodziny.
Na kolejnych stronach notesu zapisane były cztery dobrze znane imiona: June, życzliwa bibliotekarka, Arthur, emerytowany nauczyciel muzyki, Nina, ukochana właścicielka miejscowej cukierni, oraz Samuel, cichy i skromny stolarz.
Alan odwiedza każdą z tych osób i stopniowo odkrywa niezwykle wzruszającą historię. Okazuje się, że jeszcze przed narodzinami córek Cleo poprosiła każdą z nich o wykonanie jednego niewielkiego, lecz niezwykle ważnego zadania.
Nie prosiła ich, aby ją zastąpili ani wychowywali jej dzieci. Chciała jedynie, aby w odpowiednich momentach życia dziewczynek okazali im odrobinę życzliwości lub przekazali kilka słów otuchy.

Zadaniem June było rozbudzenie w jednej z dziewczynek miłości do czytania i niezwykłego świata ukrytego w książkach. Arthura Cleo poprosiła, aby pomógł odzyskać wiarę w siebie tej córce, która zbyt wcześnie chciałaby zrezygnować z muzyki.
Nina podczas każdych urodzin umieszczała na torcie trzy wyjątkowe cukrowe kwiatki, aby dziewczynki zawsze czuły,
że ktoś o nich pamięta. Samuel natomiast przez całe dziesięć lat troskliwie przechowywał klonowe pudełko, aby przekazać je rodzinie dokładnie we właściwym momencie.
Kiedy wreszcie nadchodzi odpowiedni czas, trzy siostry mogą otworzyć listy pozostawione przez swoją mamę. Każdy z nich zawiera osobistą wiadomość oraz życiową wskazówkę idealnie dopasowaną do charakteru córki, do której został napisany.
Chloe dowiaduje się, że największa pomoc bardzo często przychodzi pod postacią najmniejszych gestów życzliwości.
Linzie otrzymuje zachętę, aby nigdy nie porównywała się z innymi, ponieważ każdy człowiek rozwija się i rozkwita we własnym, niepowtarzalnym tempie.
List Ivy uczy ją natomiast dostrzegać ludzi samotnych i cierpiących w milczeniu, ponieważ wiele osób nigdy nie odważy się poprosić kogokolwiek o pomoc.
Na ostatniej stronie notesu Alan znajduje również list skierowany do siebie. Cleo szczerze wyznaje w nim, że nigdy nie przypuszczała, iż tak wcześnie opuści swoją rodzinę, i z całego serca wierzyła,
że razem z mężem zestarzeją się, wspólnie wychowując swoje trzy córki. Wiedząc jednak, że życie bywa nieprzewidywalne, powierzyła kilku zaufanym osobom niewielkie zadania,
które przez wiele lat miały po cichu podtrzymywać pamięć o jej miłości. Nigdy nie prosiła ich, aby ją zastąpili, lecz jedynie o to, aby w razie potrzeby zapalili małe światełko w życiu jej dzieci.
W poruszającym zakończeniu tej historii Ivy, zainspirowana wiadomością pozostawioną przez mamę, postanawia zanieść kawałek pozostałego urodzinowego tortu starszej, samotnie mieszkającej sąsiadce.
Ten prosty, a jednocześnie niezwykle głęboki gest dobroci uświadamia Alanowi, że miłość Cleo tak naprawdę nigdy nie zniknęła z ich życia.
Żyła w każdym życzliwym słowie, w każdym bezinteresownym uczynku, w każdej zakładce do książki, w każdym urodzinowym torcie, w każdym dodającym otuchy uśmiechu i w każdym drobnym geście troski.
Dopiero wtedy Alan naprawdę rozumie, że jego córki nigdy nie dorastały bez swojej matki, lecz były otoczone jej miłością, która przez serca innych ludzi towarzyszyła im przez całe dziesięć lat i ostatecznie stała się częścią ich samych.







