Dziura obok grobu to co zobaczyła wdowa przeraziło ją do szpiku kości

Interesujące

Prawie rok minął od chwili, gdy Anna straciła Piotra. Po śmierci męża tygodnie i miesiące przepływały obok niej niczym ciemna rzeka – cicho, niepowstrzymanie.

Tylko jedno pozostało niezmienne: każdej niedzieli, dokładnie o jedenastej przed południem, Anna zakładała czarną suknię, wiązała chustkę na głowie i z bukietem świeżych mieczyków wychodziła z domu.

Kwiaty wybierała zawsze z największą starannością: Piotr kochał fioletowe i białe płatki, bo mówił, że stoją prosto jak żołnierze w szeregu.

Tego dnia również szła w ciszy, powoli stąpając po żwirowej alejce cmentarza. Sierpniowe słońce grzało jej ramiona, lecz w powietrzu już unosił się jakiś jesienny niepokój.

Cienie drzew padały na nagrobki, tu i ówdzie liść już pożółkł – jakby sama natura też opłakiwała.

Anna znała tę drogę na pamięć – groby, ławki, ptaki, które zawsze milkły na moment, gdy przechodziła obok.

Kiedy dotarła do grobu Piotra, od razu poczuła, że coś jest nie tak. Zatrzymała się. Jej wzrok utkwił w jednym miejscu przed płytą: ziemia była rozkopana, a tam, gdzie zwykle układała kwiaty, zieiła ciemna, głęboka dziura.

Nie była mała, nie była płytka – to była prawdziwa jama, nieregularna i ponura, jakby ktoś albo coś zakłóciło spokój grobu. Anna zesztywniała.

Serce waliło jej głośno, kwiaty wypadły z rąk i bezgłośnie opadły na ziemię. Powietrze jakby zgęstniało, ciężkie, trudne do nabrania.

Powoli uklękła przed płytą. Jej palce mimowolnie spoczęły na zimnym kamieniu, jakby i teraz chciała poczuć ciepło dłoni Piotra, tak jak za życia.

Ziemia była sypka, świeża, jakby dopiero co ktoś ją ruszył. Anna pochyliła się i zajrzała w głąb dziury.

Ciemność patrzyła na nią z głębi, a wyobraźnia natychmiast zaczęła podsuwać obrazy. Czy ktoś próbował otworzyć grób? Czy coś… się z niego wydostało?

Myśl przeszyła ją tak ostro, że cofnęła się gwałtownie. Ciało oblał zimny pot, żołądek skurczył się w bólu.

Poprzedniej nocy miała niespokojny sen, w którym Piotr szeptem ją wołał, jakby spod ziemi. Wtedy to był tylko sen. A teraz…

Drżącymi rękami pochyliła się bliżej krawędzi dziury. Na luźnej ziemi dostrzegła drobne ślady. Kanciaste, wydłużone odciski.

Za małe, by należały do ludzkich stóp czy dłoni, ale zbyt uporządkowane, by były przypadkowe. Anna na chwilę zapomniała o strachu.

Te ślady… wydawały się znajome. I wtedy przypomniała sobie pewne wspomnienie.

Piotr miał swoją ulubioną książkę, którą czytywał wnukom.

Stara, sfatygowana bajka o zwierzętach podziemnych. O kretach, które drążyły długie, kręte korytarze pod ziemią i czasem przebijały się na powierzchnię.

Opowieść była zarazem zabawna i dziwaczna – Anna kiedyś tylko wzruszała na nią ramionami, ale Piotr ją uwielbiał.

Teraz, gdy znów spojrzała w otwór, już się nie bała. Po jednej stronie jamy ciągnął się w dół wąski, skośny tunel. Nie był prosty ani sztuczny, lecz naturalny, chaotyczny.

Dokładnie taki, jaki mógłby wykopać kret. Anna odetchnęła z ulgą, jakby z jednym wdechem wypuściła z siebie całe miesiące napięcia.

– Krety… – szepnęła do siebie. – Małe, głupiutkie krety.

Usiadła powoli na trawie, pozwalając słońcu przez chwilę ogrzać twarz.

Dziura już nie wydawała się przerażająca, wręcz przeciwnie – była niemal zabawna. Zwierzę przedarło się przez ziemię dokładnie tam, gdzie ona co tydzień klęka.

Natura nie zna żałoby, nie uznaje granic. I nie musi – bo właśnie to jest jej istotą. Życie się nie zatrzymuje. Nawet jeśli na drodze stoi nagrobek.

Anna wygładziła ziemię wokół dziury, starannie ułożyła z powrotem mieczyki i wyszeptała cicho:

– Wiem, co byś powiedział. Że znowu wyolbrzymiam. A potem byś się zaśmiał. Tym swoim zachrypniętym, ciepłym śmiechem… Tak, na pewno byś się teraz śmiał.

Wstała, otrzepała suknię i jeszcze raz spojrzała na płytę.

Strach zniknął, ból nie – ale już nie był paraliżujący. Był raczej jak przypomnienie. Że Piotr, gdzieś tam w głębi lub tylko w jej pamięci, nadal z nią jest. A może – razem z kretem.

Visited 525 times, 1 visit(s) today
Oceń ten artykuł